Strict Standards: Non-static method JSite::getMenu() should not be called statically, assuming $this from incompatible context in /home/user2702/domains/mbpgostynin.pl/public_html/templates/tk_3d_free/warp/systems/joomla/layouts/com_content/article/default.php on line 13

Strict Standards: Non-static method JApplication::getMenu() should not be called statically, assuming $this from incompatible context in /home/user2702/domains/mbpgostynin.pl/public_html/includes/application.php on line 536

Członkowie i ich twórczość

Członkowie klubu:

Grażyna DUTKIEWICZ

PORANEK

Na rzęsach jeszcze
Jej pełno
i pod rzęsami
wyrywa zazdrosny poranek
tajemnicę nocy

I zapach ucieka
I oddech
Kobiety – Miłości

* * * * *

Powiedział
że kocha
i nic oprócz
ani na przekór
ani w zamian

Włożyłam róż czerwone
do wody

*****

Wiosna niby ta sama
wiatr szeleszczący
w topolach i brzozach
Ptaki –
radości pełne skrzydła,
odruch w dziobie
pierwsze kwiat
miękki błękit nieba

Serce bije miłością do Ciebie
a miłość .....
czy ta sama?

Na przegubach leku
Otwieram oczy –
–Twoje usta nie kwitną już słońcem

a wiosna niby ta sama

* * * * *

Wyzbierałam już
wszystkie kasztany i liście.
Teraz
tylko zima.
Białe kwiaty na szybach.
Mknące zaprzęgi sani.
Niech wiatru zachwycenie
i ptaki – w nagłe zapomnienie odlecą.

* * * * *

Jak opłatek śniegu
rozpuściła się moja modlitwa

O jeszcze jedna wiosnę
lepką od paków
i wróbli

O jeden wiersz
za gorący by dźwigać go
codziennie

*****

Noc się stała
i
słowo stało się ciałem.
Gwiazda, pasterze
potem już tylko
świt cały w śniegu

*****

Noc Wielkiego Piątku –
Twoje ciało
spowite w całun ciszy.
Szukam Ciebie
w pustym tabernakulum.
Moje serce
czeka na cud –
gdy zmartwychwstanę
w ramionach
Boga Człowieka

Zbigniew LIGOCKI

*****

Dokąd
biegniecie
faryzeusze
obłudnicy
hipokryci
gdzie niesiecie
swą fałszywą nabożność
co myślicie mamrocząc
nieznane sobie słowa
co czujecie bijąc się w piersi
puste jak bębny
które dudnią
fałsz...
fałsz...
fałsz
Bóg jest miłosierny....

ODSZEDŁ CZŁOWIEK
2 kwietnia 2005 r. – w dniu śmierci papieża Jana Pawła II

Gdy świat utonął w morzu łez
ucichły wichry nienawiści
a obcy człowiek był jak brat
wszyscy wierzyli, że się ziści
bo zamilkł bełkot żądnych władzy
i najważniejszym było zdanie
OBIECUJEMY OJCZE CI –
to narodowe pojednanie.
Płomienie świec gasiły łzy
wróg ściskał rękę wroga
a sceptyk krzyczał – wierzysz w to?
– bo ja nie wierzę olaboga.
Szedł drogą pielgrzym zadumany
a może jednak
tak bardzo chciał... by wreszcie razem WSZYSTKIE STANY...
– jednak nadzieję próżną miał.

DAR

Uczę się ciebie bez końca,
pędzlem dotykam twych barw,
chwytam refleksy światła,
malując twój obraz wśród traw.

Złocone łany i pola,
sosny – pomniki Miałkówka.
Skrwy zacienione zakola
i urokliwa Brzozówka.
Stare chałupy Gorzewa,
jezior lustrzane twarze,
pachnące słońcem kwiaty
i leśne Lucienia pejzaże.

Jaki bogaty jest człowiek,
który posiada dar Boży,
jeśli potrafi dla innych
piękno natury odtworzyć.

*****

Ściskam w dłoni kasztan
jak diament
talizman niewypowiedzianych zaklęć
by nie zapeszyć
– boje się jesieni...
Spadających liści
szarych chmur i wiatru
i ponurej pustki strasznych drzew o zmroku
jakby konarami chciały wydrzeć
resztkę wiosennego słońca
ukrytego w sercu

Boję się
boję się jesieni
co przysiadła rosą
na pajęczynie skroni
srebrząc myśli o przemijaniu

– wygrała wyścig z młodością...

******

Niepostrzeżenie wiosna odeszła
i szronem się pokryła.
Opadają liście z kalendarzy.
przemykają horoskopy zodiaku,
a gwiezdny wóz znów w moim oknie
na północ bieży.

Jak w kalejdoskopie przesuwają się
wspomnienia.
Znam te obrazy.
Biegnę z nimi w światłość
dopalającego się czasu.

*****

Drogą szła
wśród deszczu i mgły.
Spotkałem ją niespodziewanie.

Gdy znów spojrzałem
za siebie z trwogą
już jej nie było.

Lecz w mgle i deszczu
czyjś oddech
czułem blisko...

ROZŁĄKA

Są dni
gdy nic nie jest ważne
deszcz za oknem –
czy słońce
ani stygnący obiad...
Ludzie gdzieś biegną
całują się, przytulają
za ścianą się kłócą
i godzą...
– Ale są razem...
A my?...

MIŁOŚĆ

Widziałem wczoraj miłość...
Przysiadła na ławeczce zmęczona
Chwytała odżywcze tchnienie wiatru
– milczała – dysząc.
Oplotła kościste dłonie
dzieląc się resztką ciepła.
Kochanie... jeszcze jesteśmy
– wyszeptała...

*****

Wdziałem perły srebrzyste
rosę uczucia i smutku
z chwili miłości zrodzone,
z dążeń upojnych bez skutku.

Poznałem raju przedsionek –
kwiat rozpylony do słońca
i nektar z niego płynący
na usta moje bez końca.

Tak trwając w dziwnym zamęcie
jak w niezgłębionej topieli
na przepastnym zakręcie
szczęścia spijałem kielich.

Ujrzałem cel upragniony,
metę wszelkiego dążenia.
Poznałem smak nieskończony
pereł, ciała i drżenia.

Anna ŁUCZYŃSKA

ŚWITEM

Niosłam dla Ciebie
kropelkę rosy
położyłam na płatku
czerwonej róży
Jutro z szala perlistych
kropel
utkam welon
z mgły
obejmę srebrzystością
nocy

PIELGRZYM

Żeby zrozumieć
wycisz swoją pustelnię.
idź za Abrahamem.
wędruj jak pielgrzym
po ziemi nieba
gdzie słońce
przetyka promienie,
na harfie anioł
lekkim podmuchem
przesuwa brzmienia.
napełnij myśli prawdą
i rozdaj.

STAROŚĆ

Starość przymróża powieki
Zapachem pleśni
Deformuje wyrazy
Koślawym ruchem wyobraźni
Lawendą dotyka nozdrzy
Rozpycha się
W zmurszałym fotelu
Ciężko oddycha

KRZESŁA

Przypadkowe spotkania
krzeseł i siedzisk
trącają zapachem
w uśmiechu zdarzeń
przypadkowe dłonie
dotykają krzeseł
marszczą się
spontanicznie
przytulają w przejęciu
cieniem żeber

*****

Daj mi myśl
od Pana Boga
prowadź po ziemi
którą kocham
z twojej korony
deszcz łez
maluje obłoki
wychylam wyobraźnię
żeby pojąć
jak układać
kwiaty do snu

*****

Twoje ciało
jak całun rozpięte nad ziemią
rozmawia z Bogiem
zakryło myśli indygiem
tak czarno że tylko w przesmyku
jaśniej
biały gołąb
przetyka osnowę

W PEJZAŻU

Widzę kapliczkę
na rozdrożach
polskiej ziemi
jasną smugę
wrośniętą
w smak
naszego chleba
krzyżem naznaczona
oddaje światło
wędrowcom

*****

Szalone krople
tańczą
w śnie
białej róży
usypiają zapachem
na pościeli
oświetlonej krzyżem
pod skłonem
nieba - sufitu
Chrystus w koronie
cierniowej
oprawiony w ramę
wisi
zwilża wargi
tańczącymi kroplami
deszczu

PRZY KAPLICZCE

Spękane niebo
od wyschniętych kropli
poorane pola
ludzką pracą
o zachodzie
skłaniają się
ku modlitwie
utrudzeni odmawiają
Ojcze nasz

*****

Leśną drogą
wchodzę
w ciszę i samotność
w źródła życia

Idę w dal
w głąb siebie może
to być
droga bez końca...

Początek.

*****

Smak dojrzałych owoców
zagryzam tęsknotą

Słońce południa
zapachem lasów

snuje osnowę
dywanów z kwiatów

W przesmyku światła
dojrzewa owoc

Krzewy jagód szeleszczą
granatową mgiełką

muskam dojrzałe owoce
rosą warg

wędruję głęboko
do granic poznania

 Urszula OSIECKA – PIENIĄŻEK

*****

Świat umarł wśród zgiełku
A ty w coś się wpatrywałeś
W cieniu twoich rzęs odnalazłam siebie

Niezgrabna postać nie wiedziała
co z sobą począć pod gwiaździstym niebem
gwiazdy powoli zmieniły się w łzy
i spłynęły z twojego serca

nie umiałam zapytać
ty też się nie odezwałeś

*****

Miałam zadanie proste:
dodać i odjąć coś
wrócić z różą i ostem
do jednej krainy.

Ta kraina istnieje
gdzieś umyka jak cień
w niej nawet rym jest na przekór
jak belka u pułapu na której zawieszono treść.

To prawda, o mnie ta kraina.
Czy kropla łzy ze snu znużoną spłynie rzeką?
Czy może wodospadem spadną
mgły w równinę nieobecną.

CZASEM MYŚLĘ

Czasem myślę o ptakach
jak srebrnym skrzydłem
tną błękit nieba

zawisłe w przestrzeni
są wspomnieniem dni
co opadłe białym piórem
znajdują w nas schronienie

DRZEWO

Wyrosło
na przekór burzom
i nawałnicom
wyciągając stargane konary
błagając życie o czas
który wyrył na nim cudze serce
żaden ptak nie miał tam gniazda

A ono trwało
okrzepłe w walce
zgorzkniałe w samotności
nieugięte
i przyszła wiosna
i strzeliło pakami
zadziwiło siebie
i świat.

JESIEŃ NA DYBANCE

Nieobce są jej wszystkie dzienne sprawy.
Musi oddać letni strój do depozytu
i werniksem złotym powlec krajobrazy.
Niebo ograbić z przesłodzonego błękitu,
korony sosen z nagrzanej słońcem żywicy,
drzewa z ptaków, dzień z godzin, jarzębinę z korali.
I wszystkie złamane serca oddać do naprawy.
Welon mgły musi zakryć Łyskę.
Łąki zakisić na zimę, polukrować stawy.
Jesień nieoczekiwana,
kapryśna i zmienna, rozbija pękaty gąsior światła,
a potem płacze i płacze.

*****

Kiedy już odejdę
opowiadaj o mnie
opowiadaj jak o deszczu
cicho spadającym na szybę
i jak o białym nalocie
na wieczornym niebie
niech twoje jasne słowa
mówią o miłości

MODLITWA

Porozmawiajmy Ojcze wieczności
wiele zmieniło się odkąd ostatni raz
do mnie mówiłeś

Byłam tam gdzie mnie nie
było byłam tym kim nie jestem

Głuchłam i słuchałam szmerów
umierającego świata

I wpadłam w chłodne wody
w gęstwinie słów się skryłam

Tak Ojcze nieskończoności
widziałam że jesteś
że trzymasz mnie za rękę
i każesz iść dalej...

Lecz tworzenie pochłaniało wszelkie siły
marzenia przybliżały wcielenia

Porozmawiajmy Ojcze światła i mroku
pragnę znowu usłyszeć Twój głos
porozmawiajmy...

*****

Ty
który tak łatwo
ściągnąłeś mnie
na ziemię
Ty
który wyrwałeś
moje kłopoty
z korzeniami
Ty
który dzieliłeś się wszystkim
dając mi
lepszą cząstkę
Ty
który wzniosłeś mnie
ponad widnokrąg
Ty
który zawsze czuwasz
gdy śpię

Zenona RADZKA

DLA MIŁOŚCI

Dla miłości
przynoszę ci
polne kwiaty.
Cicho drzwi zamykam,
kiedy odpoczywasz.
Służę ramieniem
na prostej drodze.
Zimą
przypominam
o rękawiczkach.

Dla miłości
zaparzam dwie herbaty.
W lustrze
od rana
włosy poprawiam.
Wyłączam budzik w zegarze.
„Zdrowaś" za ciebie odmawiam.

KOCHAĆ PO SWOJEMU

Nie potrafię tak kochać
jak siostra Faustyna.
Nie prowadzę Dzienniczka,
w którym Miłosierdzie
przerasta morze.
Nie znam mowy jaskółek,
jak z Asyżu Franciszek.
Lecz gdy się modlę w ciszy,
myślę, że Ciebie słyszę.

Przepraszam za zuchwałość,
bezładność w rozumieniu.
Wolno mi chyba, Panie,
kochać Cie po swojemu.

TAK JAK MAGDALENIE

A jeśli będzie mi dane
oglądać Cię, Panie,
w jasności obłoku
kiedy
ujrzę Twoje oczy
i dłoń
uniesioną
nie czyń mnie cieniem.
Tak jak Magdalenie
pozwól mi
całować
Twoje stopy

BÓG I JA

Umieć zrezygnować
z uciech tego świata.
Niech wygasa próżność
jak płomyk od świecy.

I nic nie żałować
bez wypominania
tańca w wirze życia,
co w koło się kreci.

Uwierzyć, że Chrystus
jest wszechmocnym Panem
w Niebie i na ziemi
po wsze czasy. Amen.

NASZE ŻYCIE

Pnie się do góry cała czas.
Szczęściem dotyka kogoś z nas.
Czasami ciężkie jest jak głaz
Nasze życie.
Portfel zapina na kluczyk.
Na własnych błędach się uczy.
Pociesza, to znów dokuczy.
Nasze życie.
Miejsce na ziemi swoje zna.
Nocą w poduszkę cicho łka
i podkrążone oczy ma.
Nasze życie.
Planuje dobrze, wyjdzie źle.
Dziś mówi tak, a jutro nie.
I samo nie wie czego chce.
Nasze życie.
Spać chodzi koło północy
W lustrze nie patrzy się w oczy.
Piwem się w bramie zamroczy.
Nasze życie.
W uśmiechu kryje powagę.
Kupuje odzież na wagę.
Przyjmuje żart i zniewagę.
Nasze życie.
Grać umie tak jak na scenie.
Wie co jest tanie, co w cenie.
W kieszeni nosi marzenie.
Nasze życie.
Prawdy o sobie unika.
Buduje domek z piernika.
Przez palce nam się przymyka.
Nasze życie.
Kiedy horyzont idzie spać
życiu jest trudno z miejsca wstać.
A tu się trzeba pozbierać.
Ach, to życie.

STARA KOBIETA

Stara kobieta
spogląda w lustro
niepewnie.
Wie, co zobaczy.
Ujrzy odbicie,
na którym życie
wyryło mapę przemijania.
Gdzie ta panna
z warkoczami?
Gdzie tamten
aksamit twarzy?
Matowe oczy
błądzą po szorstkiej przestrzeni.
Pomięte
usta wysuwają koślawe zęby.
Białe włosy
wplatają się w zmarszczki.
Jedna drugą wypiera
jak skiby
na świeżym zagonie.
Palce daremnie
wyrównują pole.
Tylko szyba lustra
jest gładka
i jasna.

ZADUMA

A lipa rośnie
w miejscu tym samym.
Korzeń ja trzyma,
liście się mienia.

My też coś z drzewa
takiego mamy –
Nikt się przesadzać
nie chce
jesienią.

PO CO SIĘ ŻALIĆ

Drzewa i pola zostały znajome.
Dym się unosi jak ten zeszłoroczny.
Słonecznik ciężką na płot zsunął głowę.
Patrzę w bezruchu jak się jesień kończy.

Nie wiem gdzie jestem, przy której topoli.
Na liściach rosa zimniejsza się skrapla.
Szum smutniej dźwięczy. Częściej coś zaboli.
Niepokój jutra jak burza się wzmaga.

Twarz z Siecia zmarszczek przybliża się do mnie.
Wyblakłe usta krzywią się podkową.
Po łące chodzą dwa spętane konie.
Czy one też żalą się na sobą?

Po co się żalić, wszak wszystko przemija.
Ku ziemi chyli i próchnieje korzeń.
Życie beztroskie, to chwila motyla.
Zakwitły astry. Zerwę bo nie zdążę.

ZA MIASTEM

Iść w głąb Dybanki jak na wagary,
gdzie wydeptana ścieżka.
Tam w całej krasie lata dary
zobaczyć można z bliska.

Kępą wyrasta koniczyna
z okrągłym, czerwonym kwiatem.
Przy dróżce w orzechach leszczyna
od dołu osypana makiem.

Kąkol na jednej nodze stoi,
kołysze głową jak biegunem.
Pszczoła dobija się do woni,
muskając płatki jak najczulej.

I chaber idzie w parze z jaskrem,
lipa rozpuszcza woń miodową,
gra trawa potrącana wiatrem,
świerszczyk rozprawia dźwięczna mową.

Od Skry się ciągnie mglista topiel,
ziemia otula piersi jasne.
Kończy się dzień. Widziałeś? – Powiedz,
co zobaczyłeś dziś za miastem.

Grażyna STASIŃSKA

A JEŚLI

Nie dawaj mi złudzeń, proszę,
nie dawaj ich.
Nie stawiaj mi na drodze
ludzi o twarzach mdłych.

A jeśli mam ich spotkać
i z nimi być,
daj mi odwagi tyle,
bym mogła iść.

A jeśli mam z nimi żyć,
daj mi więcej pokory.
I każ mi iść,
i niech boli.

Każ mi iść za Tobą
i nieść krzyża ciężar.
I daj się za nich modlić,
i we mnie zwyciężaj.

MATKA BOSKA CYGAŃSKA

Jest Matka Boska Cygańska
z włosami dla ozdoby
od kruczoczarnej Cyganki
uzdrowionej z choroby.

Mieszka z Jezusem w Rywałdzie
na naszej polskiej ziemi
modlą się do niej Cyganie
zwani przez siebie Romami.

Przed ta cudowna figurą
król Kwiek cygańskiego ludu
dziękował za ratunek od gazu
z koncentracyjnego obozu.

Śpiewali oni po romsku
z serca pieśni, o Pani
więc proszę Cię szczerze Maryjo
módl się za Cyganami.

SAMOTNOŚĆ

Przychodzi wieczór
słów w myślach szukam
by nimi powitać kogoś kto zapuka

Dwie szklanki stawiam
herbatę parzę
jedną wypijam
na drugą patrzę

Nikt nie przychodzi
zrobiło się późno
herbata wystygła

może przyjdzie jutro?

Zamykam drzwi
zamykam okno
i zasłonkami uszczelniam samotność

Jutro będzie lepiej
myślę na dobranoc

a kiedy już jest jutro
znowu jest tak samo

*****

Spójrz przez okno
jaka szara pora
chmury nisko wędrują deszczowe
iście bure i złotobrązowe
a kałuże jak małe jeziora.

Weź parasol, nie moknij na deszczu
słuchaj co deszcz gada kroplami
nad głową
Kiedy przyjdziesz opowiesz mi o tym
jeśli przyjdziesz
bym mogła być z tobą.

 Juliannna SYSKA

WIERSZ

Jest jak ziarno
wrzucone w ziemię
kiełkuje rośnie
dojrzewa

Jak bochen chleba
wypieczony
pachnie miłością
nakarmi

Jest jak struna
nastrojona
trącana
pobudza serce

Jak pomnik
wyrzeźbiony ze słów
ważny
dla czytelników

POETA

Noc dla poety
jest ciszą
natrętne słowa
spadają z nieba
zaglądają przez okno
cisną się do drzwi
maszerują po suficie
skaczą po pościeli
wreszcie
wpadają do ręki
– rodzi się
świat
w linijkach wiersza

W MOIM SERCU

W moim sercu
jak w Stajence
czystej i ubogiej
wciąż otwartej
się narodził Jezus –
Bóg i Człowiek

Czuje ciepło
Jego Ciała
Rączki wyciągnięte
i radosne serca bicie
spokój Nocy Świętej

Twej Miłości
Betlejemskiej
na ziemi i w niebie
Jezu w stajni
narodzony
pragnie moje serce

JEZU MIŁOSIERNY

Ciało Boga
zhańbili
ukrzyżowaniem

grzech ludzkości
przybili
tępymi gwoździami

szatą z krwi
przykryli
Jego nagość

Zmartwychwstały
promienieje
Miłością i Nadzieją

LIPA

Wśród drzew wyrosła
zapraszała koroną
pszczoły wabiła nektarem

drwal oderwał korzenie
zrzucił koronę
pniem się stała

artysta wyciosał hybrydy
tchnął swego ducha
serce oddał

dlaczego wciąż słyszę
brzęczenie pszczół
płaczę...

ZADZIWIENIE

Fontanny kwiatów
wystrzeliły w niebo
tęczą

zadziwiły
słońce
ziemię
ludzi

Wiosna we mnie

ODLOT PTAKÓW

Babie lato rwie się
milknie śpiew ptaków

okrzepłe skrzydła
tną błękit
a wiatr gra na ich piórach

powrócą
na złotych nitkach
wiosennego słońca

w porzuconych gniazdach
znowu zamieszka
radosny świergot

ZOSTAWIŁAŚ UŚMIECH

Córce Lidii

Kiedy żegnałaś
dom rodzinny
łzy zatrzymały
bramy powiek
słowa ugrzęzły
w krtani
nogi ogarnęła
niemoc
serce zastygło

zostawiłaś uśmiech

W GOSTYNIŃSKICH LASACH

Wrzosowiska
ukryły historię

otuliły śmierć
liliowym całunem

w perłach rosy
łzy matek

DZIEŃ PAMIĘCI

W ciszy
pochylam głowę
nad grobem
moich bliskich

na kamiennej płycie
układam tęsknotę smutek
i żarliwą modlitwę

w kwiatach zostawiam
miłość nadzieję
w płomieniu świec
kryję pamięć

DLACZEGO

Przysłałeś mi
bukiet
czerwonych róż

rosa na płatkach
wabiła zalotnie
jak twoje oczy

zapach zniewalał
obejmował w milczeniu
mnie całą

kolce łagodniały
od dotyku palców
nie mogły zranić

zielona radość
wypełnia pustkę
ciepłem urzekła

ZAKOCHANI

Mówią
– noc
jest światłem
dla zakochanych

dotykamy uśmiechem
naszą gwiazdę
z warkoczem miłości
by nigdy nie zgasła

Terenia WOJNO

CHWILKA

Chwilka – tak niewiele
a w niej cała wieczność
patrz jak może być piękna.

Piękno dał Stwórca człowiekowi
jak klejnot bezcenny
Serce bije tak mocno
zachwycone, wzruszone
Chwilka
Chciałoby się ją zatrzymać
... już jej nie ma

SĄ TAKIE WSPOMNIENIA

Dom pachnący chlebem
mysia dziura w podłodze
ogródek pełen słoneczników
i rozkrzyczane stadko wróbli
fartuch mamy w różowe kwiatki
Jej ciepłe dłonie na moich włosach
zawiązujące kokardki

MAMA

Pochylałaś się nad łóżeczkiem
kiedy zasypiałam.
Czułam Twój ciepły oddech
na moich włosach.

Gdy budziłam się rano
witałaś mnie uśmiechem.
Twoje oczy, jak niebo
w słoneczny dzień nade mną – Mamo.

ŚWIĘTY FRANCISZEK

Ptaki
których lubiłam słuchać
odleciały
spod moich okien
żabki wolą
pluskać się w wodzie
nawet motyle
wybrały kwiaty
Święty Franciszek
widząc mój
smutek
powiedział –
żeby zrozumieć
mowę małych stokrotek
trzeba je kochać

LAS

Lubię, kiedy szumi
i z wiatrem
chwyta w ramiona chmury.
Śpiewa świergotem ptaków,
drży od porannej rosy.
I lubię, kiedy omdlewa w letnim upale
lub zamiera w bezruchu,
by nie strącić
z gałęzi srebrzystego puchu.

WIOSNA W KRUKU

Las, droga kręta
wśród brzeziny.
Drzewa
w zielonej mgiełce
na długich warkoczach.
Bielą pokryły się tarniny.
Nad błotami wierzby
rozpylone w złocie.
To wiosna
tchnieniem rozbudziła drzewa.
Stary bór zaszumiał,
zaklaskał, zaśpiewał.